Szukaj
Close this search box.

Blog

Redakcja, adiustacja i korekta – ale o co chodzi?

„Chciałbym, żebyście zrobili też korektę tekstu, tak żeby się dobrze czytało i nie było błędów.” Ileż razy to słyszałem i ileż razy zaczynałem tłumaczyć, że robimy zarówno redakcje, adiustacje jak i korekty. Bo to trzy różne sprawy. W tym wpisie dowiesz się, czym się różnią i dlaczego wszystkie etapy pracy nad tekstem są ważne.

Maszynopisy trafiają się lepsze i gorsze, ale wszystkie wymagają przejścia przez ten sam proces, jeśli mają na końcu być najlepsze z możliwych. 


Redakcja

Pierwszym etapem jest redakcja tekstu, oznaczająca pogłębioną analizę struktury maszynopisu, spójność logiczną czy wyłapanie błędów merytorycznych (weryfikacja podstawowych danych, czasem lokalizacja treści). Dobry redaktor jest partnerem autora, pomaga mu zapanować nad tekstem jako całością. Jest cichym doradcą, podpowiadającym, jak ulepszyć tekst: co dodać, co wyrzucić, a co przenieść lub napisać na nowo. 

Doświadczony redaktor jest na wagę złota. Niestety wielu autorów w ogóle nie wie, że tego typu wsparcie jest możliwe, a już na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy piszą książkę z redaktorem. A jest przecież taka możliwość i – z punktu widzenia procesu oraz jakości– uważam taką współpracę za idealną. To trochę jak nauka jazdy na nartach pod okiem instruktora, na bieżąco korygującego błędy, podpowiadającego sprawdzone rozwiązania. Łatwiej w ten sposób zjechać z góry i o wiele więcej można się po drodze nauczyć bez łamania kończyn… 


Adiustacja

Dopiero zredagowany tekst wędruje do adiustatora, czyli osoby odpowiedzialnej za przygotowanie tekstu do łamania. Przygotowania pod względem stylistycznym, ortograficznym i technicznym. 

Cóż to znaczy? Adiustator gładzi zdania, wyłapuje literówki, dodaje płynności lekturze, szuka nieścisłości i błędów merytorycznych. Dobry adiustator – podobnie jak redaktor – czyni to, zachowując styl autora. Jego praca jest niemal niewidoczna, ale niezwykle potrzebna. Ostatnim jego zadaniem jest takie ostylowanie maszynopisu, tak by osoba łamiąca książkę nie musiała się zastanawiać, co jest tytułem, co śródtytułem, a co ramką. 

Obecnie stylowanie maszynopisu w edytorze tekstu ma podwójną wartość – nadane style są widoczne w InDesignie, w związku z czym łamiący ma znacznie ułatwione zadanie. Wystarczy w InDesignie zamienić style z edytora na te zaprojektowane w makiecie i… podstawowy skład niemal gotowy. Ten sposób pracy przyspiesza łamanie i powoduje mniejszą liczbę pomyłek, co w rezultacie zawsze prowadzi do niższych kosztów i po prostu mniejszej liczbie błędów w książce. 


Korekty

Dopiero po adiustacji zaczynają się korekty. Celowo piszę w liczbie mnogiej, bo jest ich kilka.

Zadaniem korekty jest w pierwszym rzędzie wyłapanie wszystkich błędów, które umknęły redaktorowi i adiustatorowi: głównie ortograficznych, stylistycznych i interpunkcyjnych, ale nie tylko – dobra korekta potrafi wyłapać także pomyłkę merytoryczną. 

Korekta powinna także sprawdzić, czy podczas etapu łamania książki nie pominięto jakiegoś fragmentu tekstu (coś się nie wlało lub ucięło) oraz czy w odpowiedni sposób przeniesiono style. Warto zawsze udostępnić korekcie tzw. podstawę, czyli maszynopis przekazany do łamania. 

Na tym etapie przeprowadza się także korektę techniczną (zwaną też redakcją techniczną), a zatem usuwa się bękarty, wdowy, sieroty i szewce, likwiduje przeniesienia pomiędzy rozkładówkami oraz sprawdza ogólną poprawność, estetykę i logikę łamania konkretnych zdań i dzielenia wyrazów. Temat na tyle ciekawy (i niestety zaniedbany), że doczeka się pewnie osobnego wpisu. 

O tym, ile rund korekt przeprowadzić, decyduje redaktor prowadzący w oparciu o jakość maszynopisu i specyfikę zadania. Jako standard uważam dwie korekty, ale czasem, gdy pracę na wcześniejszych etapach wykonano znakomicie, wystarczy jedna. 

Wartym rozważenia pomysłem jest zrobienie jednej rundy korekty jeszcze w maszynopisie, już po adiustacji, szczególnie wtedy, gdy tekst nie jest najlepszej jakości i było w nim wiele zmian. Dzięki temu korekta na wydrukach po łamaniu będzie czystsza, a to o tyle ważne, że im więcej poprawek do nanoszenia w składzie, tym większa szansa pominięcia jakiejś uwagi lub zrobienia przypadkowo nowego błędu (np. poprzez wciśnięcie omyłkowo klawisza). Przy tej okazji nadmienię, że w chwili przekazywania wydruków do drugiej korekty dobrym zwyczajem jest udostępnienie wcześniejszej korekty do zweryfikowania, czy wszystko zostało poprawnie naniesione.   

ON TOP: Korekta porównawcza 

Bywają sytuacje (rzadkie, to fakt), gdy np. oddajemy rękopis do przepisania / zdigitalizowania. Należy potem koniecznie zlecić wykonanie korekty porównawczej, czyli zweryfikowania litera po literze, czy w trakcie procesu nie powstały błędy. Literówki na późniejszym etapie wyłapać łatwo, ale już np. błąd w przepisaniu daty może być bolesny i trudny do znalezienia. Porównanie z podstawą rozwiązuje ten problem. 


Co jeszcze warto wiedzieć

Na koniec warto podkreślić, że granice pomiędzy redakcją, adiustacją i korektą bywają płynne. Decyzję o tym, kto za co ostatecznie odpowiada, podejmuje redaktor prowadzący projekt. Bywa, że adiustatorem jest ta sama osoba, która robiła redakcję, jednak zdecydowanie odradzam powierzanie całego procesu pracy nad tekstem jednej osobie – im więcej par oczu, tym lepszy efekt. Warto natomiast pracować z jednym korektorem, aby uniknąć sytuacji, w której jeden korektor zamienia „dość” na „dosyć”, a drugi odwrotnie… 

Przystępując do pracy nad maszynopisem, warto także ustalić spójne zasady zapisu i przekazać je wszystkim pracującym nad tekstem, a w szczególności zwrócić uwagę na zapis jednostek miar i wag oraz skrótów. Zdecydowanie ułatwi to dalszą pracę. 

No i zdecydowanie polecam nie ograniczać się do pracy jedynie na ekranie komputera: korektę znacznie lepiej robi się na wydrukach (uwagi można potem przenieść do PDF–a), tak samo dobrym zwyczajem jest przeczytać wydrukowany maszynopis po zakończeniu redakcji i adiustacji. Dlaczego? Po prostu na papierze więcej widać. 

Praca redaktorów, adiustatorów i korektorów jest niezwykle istotna, choć czasem niedoceniana. Pewnie dlatego, że niewidoczna. Prowadzą oni nierówną walkę z materią – nawet jeśli wyłapią tysiąc błędów w tekście, a przepuszczą jedną literówkę, czytelnik parsknie pod nosem z przekąsem: „czy ktoś tu robił korektę…?”, a i autor będzie miał poczucie niedosytu. Jesteśmy trochę jak saperzy, ale tym większą radość mamy, gdy uda się przygotować publikację bez zauważalnego błędu ;–) 

Jeśli masz jakieś pytania, zapraszam do komentowania lub pisz bezpośrednio na piotr@manufakturaksiazek.pl

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Warto przeczytać także

Bądź na bieżąco

Obiecuję jedynie wartościowe informacje i zero spamu :)

0
Would love your thoughts, please comment.x